Nie lubię pożegnań. Z pewnością dlatego, że nigdy nie
potrafię znaleźć odpowiednich słów. Cierpię na niedowład intelektualny, który
do złudzenia przypomina stan mojego umysłu w chwili poprzedzającej składanie
życzeń. Niewielką rolę odgrywa tu stopień zażyłości i przekonanie o słuszności
podjętej decyzji. Być może to jakiś rodzaj emocjonalnego upośledzenia, mającego
związek z pewnymi brakami w opanowaniu umiejętności społecznych.
Zadra bloks nie będzie w styczniu obchodził drugich urodzin. Nie chcę przez to
powiedzieć, że zostanie zlikwidowany i zniknie z cyberprzestrzeni; pozostawię
go, eufemistycznie rzecz ujmując, w stanie wskazującym na ambiwalentny
stosunek samej autorki do aktualizacji. To miejsce znaczyło dla mnie wiele,
pozostawało swego rodzaju platformą, umożliwiającą kontakt z mnóstwem ciekawych
ludzi, wywarło więc niebagatelny wpływ na moje życie osobiste. Dostarczało
inspiracji, stanowiło forum wymiany myśli, pozwalało uczynić lepszym mniemanie
o niewielkiej wartości moich literackich prób. Nie myślalam o zmianie profilu
bloga, perspektywa przyporządkowania rzeczonego do kategorii pamiętników
kojarzonych z opisami codziennych końców świata była mi zupełnie obca. Okazało
się jednak, że to, co do zadry bloksa przyciągało, z biegiem czasu traciło swoją
uprzywilejowaną pozycję. Zadrzane impresje coraz częściej użyczały łamów
tematom, których przy najlepszych nawet chęciach nie można było skojarzyć z
tym, o czym w pierwotnym zamierzeniu miał traktować blog. Feministyczny w
założeniu bloks przybrał dziwne oblicze; przemienił się w przestrzeń
przypominającą arenę, miejsce zmagań z problemami nieznanymi znakomitej
większości czytelników.
Nadwątlonych sił w żadnym razie nie wolno mi regenerować, wypełniając bloksa
treściami pozostającymi w opozycji do przyjętych kiedyś reguł. Chwasty, osty i
skały oraz inne figury spazmatyczne pozostawiam zgodnie z rzeczonymi poza
blogowym zasięgiem zainteresowań własnych i cudzych, mając jednak nadzieję, że
archiwalne zadrzane impresje komuś się jeszcze spodobają, a bloks będzie niezłą
bazą wypadową w inne miejsca sieci. Nadarza się właśnie wspaniała okazja, by
podziękować moim przyjaciołom, blogowym znajomym i składającym mi wizyty
anonimowym czytelnikom. Najlepszej z sióstr od Jezusa z Madonną, Victorynce,
wypada na przykład za niezwykłą cierpliwość w wyjaśnianiu wszelkiego rodzaju
zawiłości. Histe, bo będąc autorką jednego z najlepszych blogów, nieustannie
mnie zaskakuje. Zośśś za "kojącą gębę", upodobanie do
snucia opowieści o prokariontach i uświadamianie mi, jak kiepska jestem, kiedy
muszę stanąć w szranki z poezją. Bez_sennej za niezwykłe spacery po dachu.
Momo, która nie pozwala mi zwątpić w sens walki z aparatem fotograficznym.
La_bru, wołającej w odpowiednich momentach: "kobieto, opanuj się".
Lejdi.almie nieustannie wprawiającej w zdumienie. Madze i Prostakowi, ciągle
tak samo zaangażowanym. Zofci, pewnej, że zmądrzeję. Doraq, co ma pisane.
Prosząc o wyrozumiałość najlepszą z sióstr, pozwalam sobie życzyć Wam, cytując, spojrzenia z góry na tegoroczne (za chwilę już ubiegłoroczne) Mount Everesty.